WYWIAD Z MAJĄ STENKĄ2018-05-25

Po niemałej przerwie wracamy do wywiadów. Bohaterem dzisiejszej rozmowy Maja Stenka. Zapraszamy do lektury!

 

Niedawno unihokejowe środowisko żyło Twoim spektakularnym transferem do Linköping Innebandy grającego w szwedzkiej SSL. Po obiecującym początku w nowym klubie słuch o Tobie zaginął. Co się stało?
Moja pierwsza przygoda z najlepszą ligą świata zdecydowanie potoczyła się nie po mojej myśli. Byłam gotowa w 120% by poświęcić się unihokejowi i profesjonalnie zająć się tym sportem. Niestety krótko po przyjeździe doznałam pierwszej kontuzji. Na samym początku myślałam, że to nic poważnego, odpocznę i wrócę do treningów. Niestety po badaniach okazało się że mam pękniętą V kość śródstopia i czekała mnie długa przerwa. W tym czasie starałam się chłonąć jak najwięcej obserwując drużynę, będąc z nią na wyjazdach i treningach. Gdy po ok. 5 tygodniach mogłam wziąć czynny udział w pierwszej fazie treningu byłam w siódmym niebie! Niestety nie trwało to zbyt długo...

Domyślam się, że nie było Ci łatwo. Miałaś jakieś wsparcie od Klubu?
Po pierwszej próbie dostałam informację od trenera: "Maja! musisz szybko dojść do formy po kontuzji! Potrzebujemy Cię. W kolejnym tygodniu grasz z dwiema drużynami, czekamy na Twój powrót". Wiadomość bardzo mnie ucieszyła, niestety na pierwszym upragnionym treningu odczułam silny ból w nogach - "ścięło mnie". Ból fizyczny był nie do opisania. Do tego psychicznie czułam się fatalnie - znów coś mi jest, znów nie mogę grać... Niestety stwierdziłam, że to nic poważnego. Dwa dni później poszłam na trening i ból wrócił. Sytuacja była o tyle napięta, że miałam jechać na ostatni turniej przed Mistrzostwami Świata, a trwałam w niepewności co do stanu zdrowia. Po kilku dniach poczułam się lepiej, dało mi to do myślenia, wciąż miałam nadzieję, że się uda. Podjęłam decyzję o powrocie do Polski, aby wykonać wszystkie badania i być pewna, że mogę jechać na turniej, który był dla mnie niezwykle ważny. Niestety wyniki nie były dobre, mój kręgosłup był w złym stanie. Załamałam się, miałam świadomość, że będąc w Polsce pojechałabym na Mistrzostwa Świata a wyjazd do Szwecji miał mi pomóc w tym by pełnić w drużynie jedną z wiodących ról. Niestety czar prysł po ostatecznych wynikach rezonansu magnetycznego. To oczywiste, że życie pisze różne scenariusze, ale nie spodziewałam się, że mnie przytrafi się taki. Marzenia były na wyciągnięcie ręki ...

Wiem, że mocno się wahałaś czy podjąć próbę aby zagrać za granicą i porzucić wszystko w ojczyźnie. Później musiałaś zmierzyć się z decyzją o powrocie do Polski...
Decyzja o wyjeździe do Szwecji i porzucenie wszystkiego co jest dla mnie ważne w Polsce to były niezwykle trudne chwile dla mnie. Myślę że każdy zawodnik wyjeżdżający grać za granicę ma takie same odczucia. Jeszcze trudniejsza była decyzja o powrocie do Polski, bo tu czekała mnie wielka niewiadoma, czy będę jeszcze mogła grać, a przecież unihokej to największy kawałek mojego życia.
Rehabilitacja przebiegała odpowiednio i znów miałam myśl - czuje się dobrze, zacznę coś robić, aby przygotować się do nowego sezonu w Polsce. Pojawił się kolejny epizod z kontuzją stopy... - jak mówię o tym to mam wrażenie że się powtarzam (śmiech).

Nie miałaś chwili zwątpienia? Że ten sport kosztuje Cię zbyt wiele zdrowia i najwyższa pora poświęcić się innej dziedzinie życia?
Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że różne myśli krążyły mi po głowie. Podjęłam już nawet decyzję o odłożeniu kija już na zawsze. Doskwierał mi brak motywacji by walczyć z przeciwnościami.
Potrzebny był dodatkowy bodziec i nie byłabym sobą gdybym czegoś nie wymyśliła. Zabrałam się za organizację obozu wakacyjnego, sędziowanie i organizację turnieju - celem było pozostanie blisko unihokeja. Po ciężkich 9 miesiącach ponownie wróciła mi wielka chęć do grania i na chwilę obecną zdrowie też na to pozwala.
Turniej Zbąszyń CUP, w którym wzięłam udział był dużym testem dla mnie. Dał mi pozytywną odpowiedź, że z moim zdrowiem jest już na tyle dobrze by móc zacząć trenować i grać. To było takie luźne zakończenie sezonu - po kilku bardzo udanych meczach stwierdziłam, że wszystko jest OK. "Piłeczka" spadła mi z serca :)
Apetyt rośnie w miarę jedzenia więc wznowiłam treningi w swoim macierzystym klubie - Olimpii Osowa Gdańsk. Nabrałam chęci do gry i stawiania sobie kolejnych celów w tym sporcie. Czuję się jak nowo narodzona i co najważniejsze wreszcie mogę działać!

Co prawda w Szwecji nie spędziłaś zbyt wiele czasu, ale jednak na tyle żeby znaleźć różnicę pomiędzy nami. Jak tam jest? Co różni Szwedów od Polaków że są od nas tak daleko z przodu w kulaniu piłeczki :P?
Często ludzie pytają mnie jak wyglądają treningi w Szwecji? Dlaczego tak dobrze grają? Co musimy zmienić w treningach w Polsce? Wtedy odpowiadam, że w treningu nic lub bardzo niewiele! Wtedy natrafiam na dziwne spojrzenia, jednak sens tkwi w tym żeby zmienić podejście samych zawodników do ich treningów i trenerów! Dla przykładu w Szwecji na trening nieobowiązkowy o 7:00 rano przychodzi 15 zawodników i 3 bramkarzy. W Polsce czasem z cudem graniczy zebranie takiej liczby uczestników na regularnym treningu. Najczęstsze wytłumaczenie to: mam szkołę, pracę, daleko na treningi. W Szwecji ludzie też pracują, uczą się i mieszkają daleko od hali. Różnicą jest to, że w tym kraju zawodnicy wiedzą czego chcą i mają świadomość, że muszą sami pracować nad swoimi umiejętnościami. Gracz na trening musi przyjść już przygotowany. Nie traci się tam czasu na rozgrzewkę, czy przygotowanie fizyczne. Całe przygotowanie zawodnicy robią przed sezonem i w trakcie sezonu indywidualnie. W Polsce zawodnik powie: nie pobiegłam beep testu na wymaganym poziomie dlatego, że trener zrobił za słabe treningi - to jego wina - najlepiej go zmieńmy (śmiech). W Szwecji powiedzą inaczej: "ech słabo trenowałam na treningach, nie dałam z siebie 100% indywidualnie - to dlatego tak słabo poszedł mi ten test". Największą różnica tkwi w mentalności, którą można zmienić tylko ciężką pracą. Wtedy osiąga się najwyższe cele w tym sporcie - zarówno indywidualnie jak i drużynowo. W moim odczuciu najlepszym tego przykładem jest Weronika Noga, która po ciężkiej kontuzji, dzięki swojemu uporowi i konsekwentnemu działaniu, codziennej ciężkiej pracy "bez wymówek" wróciła z przytupem i zasłużenie zdobyła kryształową kulę i udowadniając niektórym, że potrafi strzelać :)

Powiedziałaś, że wracasz do unihokeja. Jakie są Twoje najbliższe plany? Wracasz do Szwecji, czy na razie na krajowe podwórko?
Wracam do Olimpii, małymi kroczkami będę starała się dojść do odpowiedniej kondycji fizycznej czego, uczciwie przyznając, trochę mi brakowało (śmiech) jako polskiej zawodniczce. Pierwszym wyzwaniem jest Czech Open w sierpniu, gdzie moja drużyna zagra w Elicie, następnie czeka nas gra na Pucharze Europy - jeśli się odbędzie (śmiech). Oczywiście rozpoczniemy też kolejny sezon Ekstraligi. Na tę chwilę najważniejsze jest dla mnie to by cieszyć się grą i na każdy trening iść z uśmiechem na twarzy.

Wspominałaś o tym, że cały czas podczas rehabilitacji starałaś się być blisko unihokeja. Było też sędziowanie, ale wpadłaś na pomysł... obozu unihokejowego w wakacje.
Pomysł był mój, ale to też dzięki Tobie miałam możliwość przemiany pomysłu w realny plan. FLORBALKI Baltic Camp - pod taką nazwą będzie funkcjonował nasz projekt. Na organizowanym przez Nas obozie będzie 30 osób. Współpracować będą na nim oprócz Ciebie, Marek Rarok, Marcin Zmiarowski, Paweł Ludwichowski, Marcin Karaszewski, Weronika Noga i Piotr Ludwichowski. Chcemy przekazać młodym adeptom jak najwięcej wiadomości, które uzbieraliśmy przez wiele lat zajmowania się unihokejem. Naszym założeniem jest indywidualne podejście do uczestników i dobra zabawa.

Florbalki Baltic Camp to na razie obóz sportowy skierowany dla dzieci i młodzieży. Ale w planach jest ten projekt nieco rozszerzyć. Odsłoń nieco rąbka tajemnicy :)
Niedawno w moim środowisku zrodził się też pomysł, aby zebrać jedną grupę treningową składających się ze starszych zawodników, którzy chcą popracować indywidualnie i przygotowywać się do sezonu. Taka inicjatywa umożliwi stałe rozwijanie swoich umiejętności - nie tylko pod okiem klubowych trenerów. Jeśli ktoś chciałby dołączyć do takiej grupy i wspólnych treningów nad morzem w wakacje to zapraszam! - FLORBALKI Baltic Camp

Dzięki za rozmowę i życzę spełnienia Twoich planów. Odnoszę wrażenie, że właśnie rozmawiałem z nową Mają Stenką jeszcze bardziej zbzikowaną na punkcie unihokeja. Na pewno bardziej doświadczoną... i mającą więcej pokory :)
W tym miejscu chciałabym podziękować Krzysztofowi Kulczyckiemu za pracę włożoną w mój transfer do Szwecji. Słowa podziękowania dla moich trenerów - Piotra Ludwichowskiego i Pawła Ludwichowskiego za umożliwienie mi szybkiego, powrotnego transferu do Polski. Cieszę się, że pomimo wieloletnich, złożonych relacji, zawsze razem wracamy do tego samego miejsca - Olimpii :)
Dziękuję Agnieszce Kozaneckiej za wspólne wspomnienia ze Szwecji i pomoc na miejscu :) (pamiętaj talerz głębszy nie będzie :P). Dzięki Koza i trzymam kciuki za Ciebie! Dziękuję też Reh-Up z którym współpracuje pod kątem rehabilitacji i Michałowi za pomoc w nadrabianiu tych zaległości. Także dziękuję Dominikowi, który zawsze wierzy. Słowa wdzięczności dla wielu innych osób, które pomogły mi po powrocie do Polski i pomagają do dziś:). Widzimy się na boisku! :)

Rozmawiał
Marcin Kozic



POLECAMY

florbalki.pl - portal z pasją odwiedzin: 6498828