EKSTRALIGA SENIORÓW: ZŁAPAŁ KOZAK TATARZYNA2011-12-20
foto: Stefan Leśniowski www.sportowepodhale.pl
Złapał Kozak Tatarzyna – tak można powiedzieć o konfrontacji mistrza z wicemistrzem kraju w unihokejowej ekstraklasie mężczyzn. Nowotarskie derby wyszły na zero, zarówno punktowo jak i bramkowo. Z tym, że sobotni sukces Szarotki dał jej pierwsze miejsce w grupie po sezonie zasadniczym.


W sobotę od pierwszego gwizdka rozgorzał bój. Walczono ostro, nawet według arbitrów zbyt ostro, bowiem co rusz odsyłali zawodników na ławkę kar. W pierwszej tercji aż 19 minut przesiedzieli na niej. Ale tylko raz liczebna przewaga została wykorzystana. Przy wyrównującej bramce Kasperka na 1:1.

To, że nie opłaca się faulować udowodnili unihokeiści wielokrotnego mistrza kraju w kolejnych odsłonach. Szarotka z ośmiu goli, pięć zdobyła w liczebnej przewadze, Górale tylko dwa. Za to Madex raz trafił przeciwnika podczas gry w osłabieniu. W 26 minucie Kostela nie wykorzystał rzutu karnego.

Do 51 minuty żadnej z drużyn nie udało się odskoczyć na więcej niż jedną bramkę. Rywal natychmiast doprowadzał do wyrównania. We wspominanej minucie występująca w roli gospodarzy Szarotka, odskoczyła na dwa trafienia. Goście zdołali jeszcze złapać kontakt i wycofali bramkarza. Manewr się nie powiódł. Kulesza strzałem do pustej bramki ustalił wynik spotkania.
 

- Brzydki, nerwowy mecz – mówi kapitan Szarotki, Lesław Ossowski. – Dużo szarpanych akcji. To były jedne ze słabszych derbów. Wiedzieliśmy, że jak tylko uspokoimy grę, to wygramy. Bardzo zależało nam na zwycięstwie, bo dawało nam pierwsze miejsce i lepsze ustawienie w play off. Trzecia tercja dobra w naszym wykonaniu. Wytrzymaliśmy presję, byliśmy świeżsi. Świetnie zagraliśmy w przewagach.

W rewanżu grano łagodniej, oczywiście biorąc, jako wykładnię sobotnie spotkanie. Za to podobieństwo było w bramkach, na gol odpowiadano golem. Szarotka miała w zespole konia trojańskiego, który gubił piłeczkę będąc ostatnim zawodnikiem. Z czterech strat rywal wykorzystał dwie, ale bardzo ważne, na 2:2 i na prowadzenie 4:3. Tym najsłabszym ogniwem był Lech.

Szarotka trzecią tercję przegrała 0:3. To nie znaczy, że rywal posiadał druzgocącą przewagę. Szarotka też miała swoje okazje, bo Górale w defensywnie również nie byli perfekcyjni, chociaż świętego Mikołaja nie mieli w składzie, za to fenomenalnie spisującego się w bramce P. Brzanę. Chlebda (dwukrotnie), Wojtak i Bocheński jeszcze przy swoim prowadzeniu zmarnowali szanse jak marzenie. Ba, przy stanie 2:1, w 11 minucie karnego nie wykorzystał P. Ligas. Górale w końcówce meczu zachowali się jak wytrawny bokser. Gdy rywal opuścił gardę, natychmiast go skarcił. Kostela wystąpił w roli „killera”. Zadał dwa ciosy, a poprawił Cholewa. Szarotka 2 minuty i 23 sekundy przed końcem wycofała bramkarza, ale ten manewr nie przyniósł pożądanego efektu, bo nie mógł, gdyż nie potrafili oszukać defensywy Górali.

- Nie jesteśmy zadowoleni z naszych występów – przekonuje kapitan Szarotki, Lesław Ossowski. – W sobotę zagraliśmy na 60% i to nas nie satysfakcjonuje. Nikt z nas się nie wysilił. Zajęliśmy pierwsze miejsce przed play off, a o to nam chodziło. Te mecze też o niczym nie świadczyły, bo zapewne spotkamy się w finale play off. Jeśli wtedy zagramy na pół gwizdka, a Górale ciut lepiej, to obronią mistrzowski tytuł. Wydawało nam się, że znowu się prześlizgamy i za darmo wygramy. Prowadziliśmy w drugim meczu, ale w pewnym momencie stanęliśmy. Czeka nas mnóstwo pracy, jeśli chcemy odzyskać mistrzostwo kraju. Gdyby ktoś z wewnątrz nie wiedział, że potykały się dwie najlepsze zespoły w kraju, to nie uwierzyłby. To były najsłabsze derby. Ani my, ani Górale nie pokazaliśmy wielkiego unihokeja.

- Na obecnym etapie trudno stwierdzić, który zespół jest lepszy – twierdzi Dominik Siaśkiewicz z Górali. – Drużyny są w kryzysie. Widać, że mało ostatnio trenowały. Nie było takiego zaangażowania jest zwykle. Nawet derby nie zmobilizowały chłopaków. Dużo było niedokładności w grze, często na boisku rządził przypadek. W sobotę przy stanie 7:6 ściągnęliśmy bramkarza i straciliśmy gola. Nazajutrz bramka Cholewy uspokoiła nerwy w końcówce. Sezon zasadniczy traktowaliśmy, jako dobre przetarcie do decydującej rozgrywki. Nie przywiązywaliśmy wagi do wyniku. Wszyscy dostali szansę ogrywania się. Najważniejsze mecze czekają nas w półfinale i finale play off. Tam wszyscy muszą być w szczytowej formie i ograni.

Worwa Szarotka Nowy Targ – Madex Górale Nowy Targ 8:6 (2:2, 2:3, 4:1) i 3:5 (2:1, 1:1, 0:3)
I mecz: 0:1 Brzana (Gotkiewicz) 1:58, 1:1 Kulesza (Kasperek) 11:36 w przewadze, 2:1 Ossowski 11:56, 2:2 Siaśkiewicz 14:34, 2:3 Kostela 27:44 w osłabieniu, 3:3 Kulesza (Bocheński) 27:54 w przewadze, 3:4 Kostela (Mirek) 30:46 w przewadze, 4:4 Lipkowski (Chlebda) 34:54 w przewadze, 4:5 Mirek 35:34, 5:5 Lech (Wojtak) 47:43 w przewadze, 6:5 Ryś (Leśniak) 50:57, 7:5 Kasperek ( P. Ligas) 52:53 w przewadze, 7:6 Kostela (Wronka) 54:57 w przewadze, 8:6 Kulesza (Augustyn) 58:56 do pustej;
II mecz: 0:1 Barszczewski (Kostala) 1:14, 1:1 Frysztak (Leśniak) 2:03, 2:1 Kulesza (Augustyn) 2:25, 2:2 Krugiołka (Kostela) 26:29, 3:2 Ossowski (Wojtak) 32:14 w przewadze, 3:3 Kostela 47:28, 3:4 Kostela 56:19, 3:5 Cholewa (Mirek) 57:35.

Worwa Szarotka: Batkiewicz – Kasperek, P. Ligas, Kulesza, Augustyn, Bocheński – Wojtak, Lech, Lipkowski, Chlebda, Ossowski – Ryś, Starmach, Tomalak, Frysztak, Póltorak – T. Ligas, Leśniak. W rewanżu nie zagrali: Lipkowski i Tomalak; wystąpił D. Korwel.
Madex Górale: P. Brzana – Gotkiewicz, Cholewa, Sąder, Siaśkiewicz, Firek – Mirek, Barszczewski, Wronka, Kostela, Krygiołka – Subik, Bełtowski, T. Brzana, Żuk.

Tekst Stefan Leśniowski www.portowepodhale.pl
Zdjęcia Mateusz Leśniowski

Galeria zdjęć pod linkiem - kliknij tutaj >>>



POLECAMY

florbalki.pl - portal z pasją odwiedzin: 7485874