FELIETON: SĘDZIA CZY GWIZDAJŁO?2012-11-13

W dzisiejszym felietonie chciałbym poruszyć temat ekspertów od sędziowskiego gwizdka. Jak mówi popularne powiedzenie "żadna praca nie hańbi". Zgadzam się w zupełności, jednak pozostawia to małe niedopowiedzenie. Otóż praca może i nie hańbi, ale jej efekt może za haniebny zostać uznany.

"Sędzia wypaczył wynik spotkania" słyszymy z ust zawodników, trenerów czy też innych przedstawicieli drużyn. Nie śmiem twierdzić, że sędziowie są nieomylni i doskonali. Jednak czy są ludzie nie popełniający błędów? Z pewnością mogę stwierdzić, iż mało który z wyżej wymienionych działaczy klubowych podjąłby się tego wymagającego zawodu.

Temat sędziów jest bardzo "wrażliwy". Jest to problem złożony, wykonują oni pracę za którą są opłacani i wymaga się od nich postawy z profesjonalnym podejściem. Przepisy znane na pamięć, egzaminy, szkolenia (niestety ale jest ich stanowczo za mało), oraz doskonalenie umiejętności przypieczętowane naturalnym darem. To wszystkiego wymagamy od sędziów. Wierzcie mi, drodzy czytelnicy, ale to wszystko to jedynie drobnostki gdy spojrzy się na presję. Presję jaką każdy arbiter czuje przed każdymi zawodami. Pomyślcie tylko: każda mylna interpretacja i decyzja, na którą, na dobrą sprawę, arbiter ma czasem ułamki sekund może zadecydować o wyniku spotkania.

Możecie powiedzieć "jasne ale skoro się na to decyduje, musi liczyć się z konsekwencjami". Raz popełniony błąd może kosztować bardzo wiele. Przytoczę przykład z czeskiej ekstraligi, w zeszłym tygodniu podczas meczu Sparty Praga - WOOW Vitkovice para sędziowska Libor Gavlas i Lukáš Mikula nie uznała prawidłowo zdobytej bramki. Mecz pokazywany był w czeskiej telewizji, powtórki z kamer wyłapały ten błąd. Efektem tego jest kara pieniężna nałożona na sędziów w wysokości 4000 koron (ok 700 zł). Rozmawiałem z Liborem na ten temat, przyznał się do błędu po spotkaniu, przeprosił za tą pomyłkę.

Niejednokrotnie w naszej lidze sędziowie swoją postawą psują widowisko, po takich meczach gdzie za ich "pracę" należy im zapłacić niemałe kwoty pozostaje niesmak. Nikt nie weryfikuje ich dokonań. Jestem przekonany, że gdyby i w polskiej lidze weryfikowano pracę sędziów, to i poziom sędziowania by się podniósł. Niestety takiej weryfikacji nie ma, a szkoda bo byłoby to odpowiednie narzędzie do wyciągnięcia ewentualnych konsekwencji.

Zmierzam w tym felietonie do jednej istotnej sprawy - odrobiny szacunku i zrozumienia. Szacunku do trudu i odpowiedzialności, jaką podejmuje każdy sędzia prowadząc zawody. A zrozumienia - do faktu, iż błędy są w naturze ludzkiej. Naprawdę męczące jest słuchanie, że mecz został przegrany przez sędziego ponieważ nie podyktował karnego, nadmiernie karał zawodników lub tym podobne komentarze, gdzie w większości przypadków decyzja była słuszna. A jak mówi kolejne mądre powiedzenie "najmniejszy pies najwięcej szczeka". Nie mając zamiaru tu nikogo obrażać chcę jedynie uzmysłowić pewien fakt. Ludzie, którzy mają najmniejsze pojęcie o przepisach, lubią najgłośniej komentować decyzje sędziego.

Chcę zaznaczyć, że w polskiej lidze zdarzają się takie pary sędziowskie które swoją postawą zasługują na pochwałę. Rozegrałem już w lidze niejedno spotkanie i miałem okazje obserwować naszych arbitrów w akcji. Podczas ostatniego meczu (Absolwent - Pionier) z moim udziałem, gwizdała nam para sędziowska Dutkiewicz - Kidoń, notabene powiązane z siedlecką drużyną... Były bezstronne, zaangażowane, sprawiedliwe i takiego sędziowania można by życzyć i sobie i Wam zawsze!

z pozdrowieniami
Marcin Kozic





POLECAMY

florbalki.pl - portal z pasją odwiedzin: 7416083